fot. Filip Springer

fot. Filip Springer (fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

VitkAc: pokaz siły. Co ma wspólnego z Pałacem Kultury i Nauki?

W czerni, która eksplodowała przy Brackiej, nie chcą rosnąć nawet bluszcze. VitkAc to budynek, który zachwyca i zniesmacza brutalnością, z jaką działa w przestrzeni.

Czarno. Jakby zastygła lawa wlała się między domy i znieruchomiała. Budynek pojawia się w pierzei nagle i od razu zawłaszcza spojrzenia. Robi to brutalnie, nie znosi sprzeciwu. „Patrz na mnie” - mówi stanowczo (nie krzyczy - nie musi). I trzeba patrzeć. Wydaje się wręcz, że w podobny sposób musiał powstać - w jedną noc, na skutek czegoś gwałtownego - erupcji wulkanu, albo uderzenia meteorytu. Nawet trochę przypomina ten czarny blok z „Odysei kosmicznej” Arthura C. Clarka. Czarna cisza i stanowcza, bezkompromisowa obecność. Przyciąga, choć trochę strach go dotknąć. Wejść do środka może każdy, ale mało kto ma po co. Większość przechodniów ogląda więc z zewnątrz - zerkają ukradkiem i odchodzą w swoją stronę. Dlatego wokół jest pusto, łatwo zrobić zdjęcie bez człowieka w kadrze, nawet w środku dnia, gdy na ulicach pełno ludzi. Tutaj jakoś nie, mimo że to ścisłe centrum.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

Gdy około 2005 roku okazało się, że u zbiegu ulicy Brackiej i Alei Jerozolimskich w Warszawie stanie galeria handlowa, zaprotestowali mieszkańcy. Zwłaszcza ci, którzy mieszkają w bloku przy Brackiej 13. Już pierwsze projekty i wizualizacje nie zostawiały żadnych złudzeń. Widok za ich oknami miał się diametralnie się zmienić. Do tej pory mogli się łudzić, że kiedyś parking na dole zostanie zamieniony w zielony skwer. Miałoby to nawet sens, tuż obok stał wspaniały Pawilon Chemii - ożywcze jak tlen dzieło modernistycznych architektów Jana Bogusławskiego i Bohdana Gniewiewskiego. Chemia była zaniedbana, ale nie było dla niej za późno - mogła wypięknieć. Nie dostała takiej szansy.

W sądowych bojach mieszkańcy Brackiej polegli z kretesem. Rodzina Likusów, do której należała działka, rozpoczęła inwestycję. Świetlisty pawilon został starty w pył. Zastąpiła go czerń. Ta czerń wlała się też do mieszkań ludzi mieszkających w pobliżu.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

- Szczerze współczuję mieszkańcom Brackiej 13, ale to jest śródmieście Warszawy. Przez lata był tam ohydny parking. Budynek wypełnił szczerbę w zabudowie - powiedział w kwietniu 2011 roku prof. Stefan Kuryłowicz - architekt, który zaprojektował ten budynek. Krótko potem zginął tragicznie w katastrofie lotniczej w Hiszpanii. Dla polskiej architektury był to niemały wstrząs. Jeśli był w Polsce ktoś, kto zmierzał w stronę roli lokalnego starchitekta, to z pewnością tym kimś był Stefan Kuryłowicz. Przedwcześnie odszedł człowiek, który dla całego środowiska i branży był ucieleśnieniem sukcesu, ktoś, kto swój talent i doskonały warsztat potrafił przekuć w pieniądze i sławę.

Czerń, którą stworzył - pozostała. Ludzie próbowali z nią walczyć, ale musieli dać za wygraną. Do dziś w serwisach ogłoszeniowych wiszą oferty kupna tych mieszkań. Trudno je sprzedać, nikt nie chce mieszkać z takim widokiem. Właściciele galerii obiecali wprawdzie, że ścianę obsadzą od tej strony bluszczami. Ale rośliny jakoś nie chcą rosnąć. Wspinają się z mozołem po stalowych linkach, ale ledwo sięgają pierwszego piętra. W cieniu wielkiej czerni nawet one tracą ochotę na życie.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

- VitkAc jest świetnym, aroganckim budynkiem, który zachowuje się jak modelka na ulicy, która patrzy ponad głowami innych - mówił w wywiadzie z Marcinem Kwietowiczem krytyk architektury, Jarosław Trybuś. - To znakomity budynek pod względem formalnym, ale pod względem wrażliwości na miasto i pod względem społecznym - fatalny i arogancki właśnie w taki sposób, w jaki mam nadzieję, że w Polsce architektura już arogancka nie będzie - dodawał.

To jednak nie przypadek, że VitkAc wygląda właśnie tak. Jego kształt i wspaniałe wrażenie, jakie robi w otaczającej przestrzeni, nie są także po prostu wypadkową biznesowej kalkulacji i wynikającej z niej ignorancji dla tego, co stoi wokół (i tych, którzy tam żyją). Do tego wystarczyłby jakiś pośledni anonimowy architekt - ktoś, kto projektuje galerie handlowe pokroju i klasy takich, jakie stanęły w miejscu dworców w Poznaniu czy Katowicach. Tam doszło do prostego architektonicznego barbarzyństwa. Tutaj, u zbiegu Brackiej i Jerozolimskich, zdarzyło się coś o wiele poważniejszego. Likusowie bardzo świadomie zdecydowali się na Kuryłowicza. Wiedzieli zapewne, że doskonale odczyta nie tylko ich potrzeby, ale też intencje, być może nawet niewysłowione.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

Bo ten budynek miał być imponujący, luksusowy, drogi. I miało to być po nim widać. Tak, jak po ubraniach, torebkach, butach i meblach, które się tam sprzedaje. Jego działanie w przestrzeni musi imponować ludziom, którzy będą w nim robić zakupy. Drapieżność, wyniosłość, arogancja wynikająca z materialnego statusu.

- Jak milioner, który jedzie wielkim czarnym samochodem i ma wszystkich gdzieś - mówił Kwietowiczowi Grzegorz Piątek.

Tak, to miała być jasna i czytelna manifestacja tego, co dziś rządzi naszym światem - brutalnego, wszechwładnego pieniądza. VitkAc to pokaz siły, w którym architektura i jej twórca są tylko narzędziami.

Kuryłowiczowi udało się wywiązać z tego zadania z nawiązką. Czarny budynek jest bezkompromisowy, mówi w przestrzeni stanowczo, nie ma nikogo, z kim musiałby się liczyć, nikt tego monologu nie przerwie. Nikt mu nie podskoczy. W tym sensie Vitkac jest doskonały nie tylko pod względem formalnym, ale też ideologicznym. W pełni wyraża filozofię tych, którzy powołali go do życia. To zbliża go do Pałacu Kultury i Nauki. On też jest architektonicznym stemplem, postawionym przez ideologów systemu w przestrzeni miasta. Na pierwszy rzut oka oba te budynki dzieli wszystko, ale tak naprawdę różnica między nimi, to różnica między brutalnością komunizmu a brutalnością kapitalizmu.

fot. Filip Springerfot. Filip Springer

(Cytaty Jarosława Trybusia i Grzegorza Piątka za książką „Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku. Rozmawia Marcin Kwietowicz”, Wydawnictwo 40000 malarzy, Warszawa 2012)

Tutaj możesz kupić książki naszego felietonisty. Specjalnie dla czytelników weekendowego magazynu Gazeta.pl 50% zniżki

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Komentarze (62)
Zaloguj się
  • white_lake

    Oceniono 100 razy 62

    świetny tekst, od początku czułam, że ten budynek to będzie jakaś katastrofa, nie rozumiem, skąd jego nazwa, to jakaś bezczelna profanacja, czy nie ma jakiejś ochrony nazwisk ludzi kultury? czy można też otworzyć sklep z majtkami pod nazwą Gombro?

    a co do tego mordoru w środku miasta, to mam nadzieję, że jednak wkrótce zarośnie bluszczem, a może i pajęczyny nawet go zasnują ;)
    może ludzie kiedyś wreszcie się nachapią absurdalnie drogich gadżetów i stwierdzą, że jednak nie są szczęśliwi, że dali się oszukać...

  • zuuuraw

    Oceniono 66 razy 46

    W pełni zgadzam się z tezami artykułu. To chyba też nie przypadek, że właśnie to nazwisko postawiło swoje "totemy" w miejscu dwóch zburzonych pereł polskiego modernizmu powojennego. Co jak co, ale zarówno Pawilon Chemii jak i Supersam były dziełami architektonicznymi z ponurych lat PRL-u pozwalającymi wierzyć nam wtedy, że świat nie uciekł nam na zawsze.
    Autor pisze, że architekt doskonale odczytał i z nawiązka spełnił chore intencje inwestora, ale może nikt inny jak właśnie ten architekt powinien wybić burakowi te intencje ze łba ?
    Pomijam już poglądy architekta który uważał, że należy koniecznie zatkać każdą wyrwę w pierzei ulicy, moim zdaniem w kamiennej, ciągnącej się przez kilka kilometrów aż od ul. Towarowej, pierzei Alei Jerozolimskich ta "wyrwa" była być może jedyną szansą na stworzenie jakiegoś małego zielonego skweru dającego oddech mieszkańcom czy pracownikom licznych w tym rejonie biur ? Kłania się tu jednak chora polityka zarządzającej miastem osoby o mentalności bufetowej na dworcu PKP w Koluszkach. Dzisiaj nikt nie dba jakąś harmonię w zabudowie stolicy, wszyscy jedynie "zatykają wyrwy".
    Jeśli już nawet trzeba było to miejsce zabudować to wystarczy pojechać do sąsiedniej stolicy, Berlina. Tam też, w samym centrum, równie, jeśli nie zamożniejszy inwestor postawił luksusowy dom towarowy, raczej dla tej zamożniejszej klienteli. Chodzi mi o wspaniałą i luksusową galerię Lafayette przy Friedrichstrasse 76. Tam, mimo swej gigantycznej skali, podobnej, ciasnej zabudowy udało się architektowi postawić dzieło doskonale wkomponowane w otoczenie, nie odwrócone do niego plecami.
    Vitkac to ponure, martwe gmaszysko, mam nadzieję, że podzieli los Pawilonu Chemii.

  • honda11

    Oceniono 44 razy 26

    Czarna, kamienna podróbka CDT-SMYKA. Liternictwo z PKiN. Pan Kuryłowicz często był krytykowany za korzystanie (inspirowanie ?) z cudzych pomysłów.

  • winku

    Oceniono 32 razy 20

    Budynek o gracji mauzoleum Lenina. W sam raz by kiedyś zwłoki wodza komunizmu umieścić w wielkiej, pustej sali na którymś piętrze i by ludzie milczeli przytłoczeni brzydotą budynku i zbrodniami stworzonymi przez system propagowany przez ciało Lenina. Dwie martwe rzeczy.
    O których należy jak najszybciej zapomnieć.
    By nie kalały czystości

  • mistrzglobusa

    Oceniono 23 razy 17

    Budynek jest przytłaczający jak na tę przestrzeń. Kuryłowicz był wybitnym architektem, ale ten budynek i ta lokalizacja mnie nie zachwyca. Jak spojrzałem pierwszy raz na to wydał mi się ciemny jak mroczna ulica i taki ponury. Nie jest powiewem świeżości i ciepła, mi się nie podoba.

  • kowalska-kowalska

    Oceniono 47 razy 15

    Impresja snuta przez Filipa Springera na okoliczność tego czarnego monstrum jest równie przygnębiająca, jak czarne monstrum. Świat staje się coraz bardziej porąbany. Cholera jasna!

  • Gość: Observatorr

    Oceniono 44 razy 12

    Często przejeżdżam koło tego budynku i się nim zachwycam - jest po prostu piękny. I dlatego nie powinien stać tam, gdzie stoi. Swą elegancją poniża i tak już okropne bez niego otoczenie, łącznie z tym nieszczęsnym blokiem Brackiej 13. Wszystko wokół wydaje się być jeszcze brzydsze, niż jest. Źle, że powstał właśnie tu. W tym ponurym szarym miejscu powinien faktycznie być zielony skwer z ławeczkami, małą fontanną i takimi tam. I żadne tam ohydztwo pt. Pawilon Chemii! Jak można się tym czymś zachwycać?!

  • avida

    Oceniono 15 razy 11

    Zgadzam się z tekstem, z jedną różnicą.
    Stefan Kuryłowicz nie był dobrym architektem ale zdolnym manipulatorem i biznesmenem. Potrafił dość dobrze kopiować pomysły pojawiające się na zachodzie i w bezwzględny sposób wykorzystywać młodych ludzi, ich talent i naiwność.

  • Gość: Ruda

    Oceniono 14 razy 8

    Tezy tekstu bardzo zasadne. Ale, na mojry, jezyk, jakiego uzywa autor jest tak patetyczny jak sam Vitkac. A patetyzm w niewlasciwym miejscu staje sie troche groteskowy...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX