Ryan Gosling i Harrison Ford w filmie 'Blade Runner 2049'

Ryan Gosling i Harrison Ford w filmie 'Blade Runner 2049' (fot. materiały partnera Weekendu)

Materiał Partnera Weekendu

''Łowca androidów'' był klapą finansową 1982 roku. Dziś to film kultowy. Jak zostanie przyjęty ''Blade Runner 2049''?

To była spektakularna porażka. A zapowiadało się na jedną z najważniejszych premier roku. "Łowca androidów" w kinach ledwie na siebie zarobił. Dziś trudno znaleźć osobę, która tego filmu nie kojarzy. Jak wyglądała jego droga z archiwum niepamięci do czołówki kultowych osiągnięć kina?

Nie mylić Forda z Fordem

Był początek lat 80. Amerykańskie dzieciaki nad swoimi łóżkami wieszały już plakaty z Harrisonem Fordem. Najczęściej jako Hanem Solo z IV i V części "Gwiezdnych wojen". VI część, zatytułowana "Powrót Jedi", czekała na premierę, zapowiedzianą na 1983 rok. Było o niej głośno, choć "Gwiezdnym wojnom" rosła już groźna konkurencja. W 1981 roku do kin weszli "Poszukiwacze zaginionej Arki", w której Harrison Ford wcielił się w postać zdolną podbić serce każdego - Indianę Jonesa. Repertuar środków aktorskich, którymi dysponuje aktor - charyzma, dystans, zręczne żonglowanie emocjami, łobuzerski uśmiech - wybrzmiał w obu rolach. Tak, każdy dzieciak chciał być wtedy jak Ford. Harrison Ford.


Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Kiedy Ridley Scott i producenci angażowali aktora do roli w "Łowcy androidów" (wtedy jeszcze pod roboczym tytułem "Android", niedługo przemianowanym na "Niebezpieczne dni"), mieli świadomość, że podpisują kontrakt z gwiazdą, ale nie spodziewali się, że lada moment zacznie ona błyszczeć z taką mocą. Ford spokojnie mógł skupić się na świętowaniu sukcesu megahitów ze swoim udziałem. Zamiast tego brał nawet małe rólki w filmach u cenionych twórców, jak choćby Francisa Forda Coppoli, u którego zagrał w "Czasie Apokalipsy". Aktor miał  jednak jasno zakodowane, że tylko ciężka praca przynosi długotrwały efekt. Sukces i sława są chwilowe.

Skąd to przeświadczenie? Do niedawna, gdy był jeszcze nikomu nieznanym aktorem, który częściej niż graniem trudnił się ciesielką, trafiał do napisów końcowych filmów jako Harrison J. Ford. Powód? Miało go to odróżnić od innego Harrisona Forda, który grał w kinie niemym.

Dziś o takiej pomyłce nie byłoby mowy. Aktor zapisał się w historii kina dzięki "Gwiezdnym wojnom" i serii o Indianie Jonesie, ale też "Łowcy androidów", którego w chwili premiery nawet on nie był w stanie uciągnąć nazwiskiem. Han Solo i Indiana Jones, postaci, które rozpalały widzów, były skrajnie różne od Ricka Deckarda, tytułowego łowcy Replikantów. Nie inaczej było z klimatem tych filmów.


Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Żegnaj, smutku

"Gwiezdne wojny" i "Indiana Jones" otwierały nurt Kina Nowej Przygody, jak za Jerzym Płażewskim określa się powstające w latach 70. i 80. filmy wysokobudżetowe, które charakteryzuje wartka akcja, dystans bohaterów do siebie samych, humor oraz zredukowane przemoc i erotyka. Było to kino adresowane do młodych ludzi, których producenci filmowi chcieli wyciągnąć sprzed coraz bardziej popularnych telewizorów do kina, gdzie miało czekać na nich więcej atrakcji.

"Łowca androidów" -  wartkiej akcji i licznych efektów specjalnych - stał na antypodach Nowej Przygody. Film naznaczony był fatalizmem i niepokojem, oferował pesymistyczną wizję przyszłości. Był ostrzeżeniem przed naiwnością Kina Nowej Przygody. A melancholijny Deckard, pełen wątpliwości i refleksji, nieumiejący znaleźć satysfakcji ani spełnienia, był jak policzek wymierzony Hanowi Solo i Indianie Jonesowi. Rynek szybko zweryfikował, jaką wizję świata preferowała publika. Na pewno nie taką, która domagała się odróżnienia rzeczywistości od urojeń.

A taka była główna problematyka tekstów Philipa K. Dicka, w którego opowiadaniu pt. "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" z 1968 roku scenarzyści znaleźli punkt wyjścia "Łowcy.". I chociaż fabuła filmu szczątkowo nawiązuje do wydarzeń i bohaterów wykreowanych przez pisarza, to w filmie czuć niepokoje i obsesje Dicka, zwłaszcza paranoje na punkcie permanentnego inwigilowania go przez CIA, co było następstwem pracy obu jego rodziców dla rządu amerykańskiego. Wewnętrzny świat Philipa K. Dicka był skąpany w odcieniach szarości. Rzadko gościło w nim słońce, które w Kinie Nowej Przygody dla wszystkich świeciło po równo.

Ryan Gosling in Blade Runner 2049 in association with Columbia Pictures, domestic distribution by Warner Bros. Pictures and international distribution by Sony Pictures Releasing International.
Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Przedpremierowa śmierć

"Łowca androidów" miał być pierwszą filmową adaptacją tekstu Dicka, ale pisarz nie doczekał premiery filmu. Zmarł w szpitalu po trzech zawałach serca, na które systematycznie pracował uzależnieniem od narkotyków i alkoholu.

Niedługo przed Dickiem śmierć dopadła także Franka Scotta, brata Ridleya Scotta. Tragedia przypada na czas, kiedy Ridley pracował nad adaptacją "Diuny" Franka Herberta. Jest już po dobrze przyjętym w Europie "Pojedynku" z 1977 roku (nagroda w Cannes za debiut reżyserski), który w Stanach poniósł sromotną porażkę, i po spektakularnym sukcesie "Obcego - ósmego pasażera Nostromo" z 1979 roku. Z "Diuną" jednak mu nie idzie, nieustannie napotyka na problemy. Wiadomość o śmierci brata sprawia, że Scott zaczyna głębiej się zastanawiać, jak dobrze wykorzystać swój czas i co czyni nas ludźmi. Podobne dywagacje znajduje w opowiadaniu Dicka, które wręczają mu scenarzysta Hampton Fancher i stojący u progu kariery producent Brian Kelly. Ten drugi wykupił prawa do adaptacji utworu i wespół z Fancherem zajął się pisaniem scenariusza. Właśnie szukali reżysera, który mógłby pokierować projektem z, jak na owe czasy, gigantycznym budżetem 21 mln dolarów. Scott szybko się zgodził.

Obraz wszedł do amerykańskich kin 25 czerwca 1982 roku (w Polsce 1 grudnia 1990), a więc dokładnie na rok przed premierą opowiadania "Cyberpunk" Bruce'a Bethkego.  Od tytułu opowiadania nazwę wziął nurt obejmujący literaturę, kino i inne dziedziny sztuki i przedstawiający dystopijną wizję przyszłości  (akcja "Łowcy androidów" rozgrywa się w 2019 roku). Według niej wojna o informacje i zaawansowana technologicznie rzeczywistość doprowadziły do rozkładu moralnego społeczeństw, ale również powstania kontrkultury, z której wywodzić się będą cyberpunkowi bohaterowie. Takie historie lada moment rozpalą serca czytelników i widzów. W chwili premiery filmu Scotta było na nie jednak za wcześnie. "Łowcy." nie zrozumiała nie tylko widownia, która tak mocno zawiodła, że film stał się jedną z największych klap 1982 roku, ale również producenci, którzy nieustannie przy nim majstrowali. Scott stracił możliwość decydowania o kształcie dzieła, ingerowano w montaż, nie liczono się z jego propozycjami i sugestiami.


Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Film odłożony na później

W 1982 roku "Łowca Androidów" po zejściu z afisza przepadł. Ale - na szczęście dla filmu - tylko na jakiś czas. Bo już za moment miała go na nowo odkryć widownia oglądająca filmy na kasetach VHS.

I rzeczywiście, ci, którzy raz sięgnęli po film, powracali do niego, oglądając go najczęściej w towarzystwie znajomych. Rosnąca sława Harrisona Forda i - już pośmiertnie - Philipa K. Dicka powodowały, że film szybko doczekał się statusu kultowego. Od lat 90. do dzisiaj w wywiadach z filmowcami ten tytuł powraca jako dzieło, które inspiruje. Nie inaczej wypowiada się o nim Denis Villeneuve, reżyser "Blade Runner 2049", który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin.

(L-R) RYAN GOSLING as K and HARRISON FORD as Rick Deckard in Alcon Entertainment's sci fi thriller 'BLADE RUNNER 2049 in association with Columbia Pictures, domestic distribution by Warner Bros. Pictures and international distribution by Sony Pictures Releasing International.
Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Przetrwać "Gwiezdne wojny"

Kanadyjczyk fenomenalnie radzi sobie z kinem gatunkowym, a jego "Nowy początek" z 2016 roku wyznacza zmianę sposobu myślenia o kinie science fiction. Dziś gatunki filmowe odmieniane są przez wszystkie przypadki, a furorę robi ich reaktywacja i reinterpretacja poprzedzana członem "neo" (doczekaliśmy się już neowesternów, neoburleski czy neo-noir, co oznacza tyle, że klasyczne elementy gatunku zamieniane są na nowe, na przykład - w westernach zamiast kowbojów i Indian ścierają się kanibale i najeźdźcy ich terytorium). Niewątpliwie "Blade Runner 2049" jest częścią tego zrywu i właśnie jako neo-noir s.f wejdzie do historii kina.

Tym razem bohaterem jest K, mroczny detektyw i zabójca. To postać charakterystyczna dla filmu noir, detektyw z problemami, który wie, że zła nie da się całkowicie wyplenić, a uporządkować można jedynie mały wycinek rzeczywistości. Podczas śledztwa K odkrywa spisek mogący zniszczyć istniejący porządek. Trop prowadzi go do uważanego za zaginionego legendarnego łowcy androidów, Ricka Deckarda. Razem postanawiają rozwikłać tajemniczą sprawę.


Blade Runner 2049 - kadr z filmu (Materiał Partnera Weekendu)

Villeneuve potraktował oryginalny film z szacunkiem, ograł pojawiające się w nim motywy, stworzył rozwinięcia i nawiązania, które usatysfakcjonują nawet najbardziej radykalnych fanów "jedynki". W roli K pojawia się Ryan Gosling, który już w "Drive" i "Tylko Bóg wybacza" udowodnił, że do roli dwuznacznych, rozbitych facetów jest idealny. Jako Deckard powraca oczywiście Harrison Ford. Krytyka już nazwała "Blade Runner 2049" najważniejszym filmem 2017 roku, a niekończące się dyskusje internautów na forach dają pewność, że sytuacja z 1982 roku jest niemożliwa do powtórzenia. Film sukces w box office ma zagwarantowany.

Na ironię zakrawa fakt, że jego premiera zbiega się w czasie z premierą nowych "Gwiezdnych wojen", a jakiś czas temu do kin powrócił Indiana Jones. Historia poniekąd zatoczyła koło, ale dziś filmy te mają równorzędną pozycję. Można nawet zaryzykować tezę, że "Łowca androidów" jest z tej trójki filmowych serii najmocniejszy. Bo choć "Indiana Jones" i "Gwiezdne wojny" budzą szacunek, rozpalają wyobraźnię, to film Scotta dostarczył pogłębioną refleksję nad światem, która nie zdezaktualizowała się przez dekady. Swoje rozwinięcie dostaje w "Blade Runner 2049".

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (9)
Zaloguj się
  • tomahawk84

    Oceniono 1 raz 1

    Idzcie do kina! Tylko tyle powiem, warto wydać kasę. Kawał solidnego kina!

  • heresy

    0

    "Film sukces w box office ma zagwarantowany" Tak, jak napisałem wcześniej, tak dziś można obejrzeć wyniki box office USA i są nawet gorsze, niż przewidywano,co pokazuje, że dziś kino dłuższe, niż 2 godziny i oparte na klimacie i refleksji nie zarobi na siebie.

  • heresy

    0

    Niestety takie kino nie przyniesie dochodów na poziomie "GW" i kultowość w tym przypadku oznacza fanów, ale jednak w swojej niszy. Film był drogi, więc liczę, że się zwróci. W USA pewnie ledwo co, ale w Europie i Azji powinien wyjść już na swoje. Dzięki temu reżyser będzie mógł spokojnie spać i przygotowywać swoją "Diunę", co również jest ciekawe, bo przywoływane w artykule. Niestety to pokazuje, że dzisiejsze kino eksploatuje dawne pomysły, zamiast stawiać na oryginalność.

  • kozieradka2012

    Oceniono 6 razy -6

    >>Bo choć "Indiana Jones" i "Gwiezdne wojny" budzą szacunek, rozpalają wyobraźnię, to film Scotta dostarczył pogłębioną refleksję nad światem, która nie zdezaktualizowała się przez dekady<<.

    Film da się oglądać, ale nie bez przyczyny nowa wersja oddala czas akcji o kolejne trzy dekady. Przypomnę, że "Blade Runner" z 1982 roku rozgrywał się w roku 2019... Rozpoznajecie tamten filmowy świat wokół siebie? A powinniście ;) Chyba się jednak trochę zdezaktualizowało.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX