W filmie ''Powiernik królowej''  zagrali Judi Dench i Ali Fazal

W filmie ''Powiernik królowej'' zagrali Judi Dench i Ali Fazal (fot. Peter Mountain)

materiał partnera weekendu

Reżyser ''Powiernika królowej'' - nie ma takiego tematu, który zamiótłby pod dywan

Stephen Frears ma na koncie nominacje do wszystkich najważniejszych nagród w przemyśle filmowym, wliczając Oscara, Złotego Globa, Emmy, Złotego Lwa w Wenecji, Złotą Palmę w Cannes czy Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Mógłby spokojnie odcinać kupony od swoich najlepszych produkcji, żyć legendą niezależnego twórcy, który nie ogląda się na nikogo ani na nic. Ale 76-letni Brytyjczyk nie wybiera się na emeryturę. I dobrze.

Zamiast pocztówki z wakacji oferuje nam kolejny film zatytułowany "Powiernik królowej". W tym rozliczającym Wielką Brytanię z kolonialnego dziedzictwa filmie zagrali Judi Dench i Ali Fazal. Jego światowa premiera odbyła się na kończącym się właśnie 74. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. W polskich kinach obraz pojawi się 15 września. Dlaczego warto go zobaczyć?

Z tego samego powodu, co wszystkie filmy Frearsa. Poznajcie pięć powodów, dla których warto uważnie śledzić jego twórczość.

1. U Frearsa władza jest kobietą

Helen Mirren w "Królowej" (2006) jako królowa Elżbieta II, Judi Dench w "Powierniku królowej" (2017) jako królowa Wiktoria, Glenn Close w "Niebezpiecznych związkach" (1988) jako markiza Isabelle de Merteuil to tylko niektóre z silnych kobiet pojawiające się w filmach Frearsa. Badacze kina nie mają wątpliwości, że na generację brytyjskich filmowców, do której zalicza się także Frears, ogromny wpływ wywarła Margaret Thatcher, zwana Żelazną Damą. To ona wykiwała niejednego męskiego przeciwnika na arenie politycznej, silną ręką zmieniła też panoramę ekonomiczną Wielkiej Brytanii, choć nie szczędzono jej krytyki.


Na reżysera ogromny wpływ wywarła Margaret Thatcher (fot. Sophia Piellusch/wikimedia commons)

Zajmujące wysokie stanowiska kobiety w filmach Frearsa również się jej nie boją. Potrafią rządzić krajem pewną ręką, ale też zdobyć się na gest empatii, pozwolić sobie na współczucie. Nie cofają się także przed realizacją własnych namiętności, nawet jeśli wybranek jest innego koloru skóry albo wywodzi się z innej klasy społecznej. Frears nie ma wątpliwości, że każdy z nas jest kowalem swojego losu i bierze odpowiedzialność za własne czyny. Niezależnie czy jest prostym przedstawicielem ludu, czy też królową Wielkiej Brytanii.

2. Nie boi się wkładać kija w mrowisko

Nie ma takiego tematu, który Stephen Frears zamiótłby pod dywan. Chociaż jest wielkim patriotą, krytykuje Wielką Brytanię na każdym kroku. Jego patriotyzm opiera się na punktowaniu słabości państwa i systemu, a nie przymykaniu oczu i fałszowaniu rzeczywistości. Przez lata aktywności zawodowej zyskał miano "sumienia Wielkiej Brytanii". Jednak problemy, które naświetla, toczą nie tylko jego ojczyznę. W "Tajemnicy Filomeny" (2013) twórca pokazał kobietę, która zaszła w niechcianą ciążę, za co trafiła do klasztoru. Zakonnice sprzedały dziecko niedługo po porodzie. Po dekadach od tamtych wydarzeń matka próbuje odzyskać pierworodnego, a Frears śledzi jej poczynania bez pochylania głowy przed instytucjami Kościoła ani państwa. Jednej i drugiej wytyka zaniechania, cynizm i błędy.

W "Żądze i pieniądze" (2012), choć z przymrużeniem oka, Frears prześledził szanse prostytutki na wydobycie się ze społecznego marginesu. Zaś w "Mojej pięknej pralni" (1985) przyjrzał się, jak działa mechanizm wyparcia u ludzi flirtujących z faszyzmem, którzy głoszą hasła potępiające homoseksualistów, a w środku sami dławią homo pożądanie. Dla Frearsa nie ma tematów tabu tak długo, jak długo ich poruszenie może się komuś przysłużyć.

3. Jest głosem imigranckiej mniejszości

Kim jest dla Frearsa Brytyjczyk? Tym, kto identyfikuje się z terytorium albo kulturą Wielkiej Brytanii, tej zamkniętej we współczesnych granicach, jak i tej kolonialnej sprzed lat. Kolor skóry nie ma najmniejszego znaczenia, tak samo jak kraj urodzenia czy akcent. Nie ma innego Brytyjczyka, który wykazywałby się taką wrażliwością na sprawy mniejszości etnicznych jak Frears. Jego filmy nie są jednak laurkami odmalowanymi mniejszościom, tylko przenikliwymi portretami społeczności, z ich bolączkami, zaletami i wadami. Tak jak miało to miejsce w "Sammy i Rosie puszczają się" (1987). Tytułowi bohaterowie - będący parą Brytyjka i Hindus - otaczają się intelektualistami i idą do łóżka z kim popadnie.


Kadr z filmu ''Powiernik królowej'' (fot. Peter Mountain)

Problemy zaczynają się, gdy z wizytą zapowiada się ojciec Sammy'ego. Szybko okazuje się, że wyzwolenie, życie według zasad nowoczesności i liberalizmu jest łatwe i przyjemne, dopóki nie trzeba go nikomu wyjaśniać. Bo gdy zjawia się starszy pan, młodym nagle argumenty przemawiające za ich stylem życia grzęzną w gardle. Nie inaczej było w przypadku "Moje pięknej pralni", w której pakistańska diaspora dawała głównemu bohaterowi wsparcie w walce z faszyzującymi Brytyjczykami, ale sama potępiała jego homoseksualizm. Natomiast w "Najtrudniejszej walce Muhammada Alego" (2013) Frears przenosi akcję do USA. Tytułowy bohater musi stanąć przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych, bo odmówił udziału w wojnie w Wietnamie z powodu swoich przekonań religijnych. Ale czy najbardziej demokratyczny kraj świata, zapewniający jednostce wolność w wyborze religii i patrzenia na świat, bierze pod uwagę, że ktoś może wyłamać się spod jego dyrektyw? Tym bardziej kiedy jest czarny? Frears pokazuje, że choć Ali zasługuje na obronę w tej sprawie, sam ma swoje za uszami.

4. Szuka bohaterów wśród przegranych

U Frearsa bohaterowie są pełni rys i pęknięć, przewinień i wyrzutów sumienia, są nieidealni i obciążeni trudną przeszłością. A mimo to wzbudzają sympatię, na którą skrupulatnie pracują przez cały film. Wystarczy wspomnieć tytułową bohaterkę "Boskiej Florence" (2016), Florence Foster Jenkins, w którą bezbłędnie wcieliła się Meryl Streep. Postać wzorowana jest na amerykańskiej sopranistce amatorce, która zapisała się w historii muzyki jako najgorsza śpiewaczka w dziejach. Chociaż nie dało się jej słuchać, zdobyła sławę, a nawet fanów. Frears pokazuje, że choć kobiecie brakuje talentu, ma zapał, autentyczną radość ze śpiewania, której brakuje wielu utalentowanym, ale zblazowanym muzykom. Jego film to nie tylko wycieczka w przeszłość, ale też celny komentarz do współczesności, w której coraz częściej brakuje nam pasji, nawet jeśli dysponujemy talentem.


W "Przypadkowym bohaterze" (1992) z kolei z katastrofy lotniczej 54 osoby ratuje drobny oszust, który prawo traktuje - delikatnie rzecz ujmując - nonszalancko. Mężczyzna, który ma poczucie zrobienia dobrego uczynku (nic to, że przy okazji akcji ratunkowej ukradł kilkanaście kart kredytowych i torebek), zwierza się ze swojego czynu bezdomnemu weteranowi wojny w Wietnamie. Kiedy zafascynowana działaniem nowego bohatera USA dziennikarka chce doprowadzić do przyznania mu nagrody, dostaje ją ten, który historię poznał ze słyszenia i teraz podaje się za właściwego herosa. Jak to u Frearsa, swój trafia na swego, ale sympatią i tak darzymy tych, których los potraktował niesprawiedliwie. Nawet jeśli sami nie traktują otoczenia w zgodzie z literą prawa.

5. Zrywa społeczne maski 

W filmach Frearsa każda klasa żyje według swojego kodeksu i przestrzega swojej etykiety. Niezależnie od tego, czy oglądamy brytyjskich monarchów, czy imigrantów z Pakistanu, każdy bohater kieruje się jakimiś normami. Nikt nie jest na tyle silny, by żyć poza społecznością, z której się wywodzi albo do której trafił. Frears jednak upodobał sobie obnażanie sztuczności tych zasad i podwójnych standardów ludzi, którzy najgłośniej nawołują do ich zachowywania. Jak w "Niebezpiecznych związkach", w których markiza grana przez Glenn Close wspomina, że kiedy pojęła, że każdy z jej otoczenia udaje kogoś, kim nie jest, szybko postanowiła być w tej konkurencji najlepsza. "Podczas wesołych przyjęć, kiedy wszyscy dookoła posyłali sobie serdeczne uśmiechy i dzielili się swoimi bałwochwalczymi opowieściami, ja uśmiechałam się szeroko, choć w tym samym momencie wbijałam sobie pod stołem widelec w rękę tak mocno, aż poleciała krew" - mówi w filmie.


Kadr z filmu ''Powiernik królowej'' (fot. Peter Mountain)

Bardziej komicznie, choć równie bezwzględnie, pokazał twórca sprawę w "Berbeciu" (1993), w którym bohaterka zachodzi w nieplanowaną ciążę, ale ani myśli zdradzać, kto jest ojcem dziecka. W małym miasteczku, w którym mieszka, ta sprawa staje się sensacją. Wszyscy angażują się w dochodzenie, kto jest ojcem nienarodzonego, choć jedyne, czego pragnie bohaterka, to święty spokój. Podobny posmak ma zresztą także jego najnowszy film. W "Powierniku królowej" monarchini także chciałaby chociaż przez chwilę wyjść ze świata inwigilacji i oddać się namiętności bez ciągłego upewniania się, że nie śledzą jej oczy wścibskich poddanych, którzy choć kreują się na przyjaciół i powierników, w rzeczywistości grają, by w ten sposób zyskać coś dla siebie.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (3)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX