Grzegorz Ciechowski podczas koncertu galowego 'Artyści dla Rzeczpospolitej' w 1990 r.

Grzegorz Ciechowski podczas koncertu galowego 'Artyści dla Rzeczpospolitej' w 1990 r. (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

materiał partnera weekendu

Obywatel wyjątkowy. "On nie miał fanów, on miał wyznawców"

Wizerunek Ciechowskiego zawsze różnił się od większości rockowych gwiazdorów. Na scenie nie krzyczał, nie pobudzał publiczności do aplauzu ani do wspólnego śpiewania, raczej chował się za klawiszami i własną muzyką. Sam mówił, że robi wszystko, by show nie przesłonił muzyki. Zmarł niemal 16 lat temu, ale jego muzyka wciąż trafia do fanów. W ramach startującego właśnie Męskiego Grania będzie można posłuchać dedykowanego artyście projektu OBYWATEL GC v.2.0, w którym utwory z kultowego albumu "Tak! Tak!" zaaranżuje Andrzej Smolik, a w roli wokalistów wystąpią: Mela Koteluk, Piotr Rogucki, Błażej Król oraz Skubas.

Dziennikarze często pytali go o to, co czyta. Odpowiadał chętnie: "Rok 1984" Orwella, Franza Kafkę, Kurta Vonneguta. Niby nic nadzwyczajnego, każdy artysta czymś się inspiruje i napędza inną sztuką. Fanom najczęściej wystarcza jego płyta i wykrzykiwanie tekstów piosenek na koncertach wraz ze swoim idolem.

Ale fani Ciechowskiego byli inni. Gabriela Sierocińska w swojej pracy dyplomowej badała miłośników Republiki. Pod wpływem wywiadów z muzykiem, które ukazywały się w prasie, 67 proc. z nich sięgnęło po teksty Orwella, 32 proc. po książki Vonneguta, 27 proc. po to, co napisał Kafka.

Totalne uwielbienie fanów towarzyszy artystom od początków rock'n'rolla, ale w przypadku Ciechowskiego było czymś więcej. W szarych latach socjalizmu fani wariowali na punkcie Perfectu, dziewczyny z wrażenia traciły przytomność na koncertach Lady Pank i TSA, ale nikt nie miał boskiego statusu, jaki niemal przez całą karierę towarzyszył Ciechowskiemu. "Grzegorz nie miał fanów, on miał wyznawców" - mówiła jego druga żona, aktorka i reżyserka Małgorzata Potocka.

Styczeń '90, Warszawa. Grzegorz Ciechowski ze swoją wieloletnią partnerką Małgorzatą Potocką podczas koncertu galowego ' Artyści dla Rzeczpospolitej ' w Filharmonii Narodowej (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)Styczeń '90, Warszawa. Grzegorz Ciechowski ze swoją wieloletnią partnerką Małgorzatą Potocką podczas koncertu galowego ' Artyści dla Rzeczpospolitej ' w Filharmonii Narodowej (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

***

Urodził się w 1957 roku w Tczewie, co być może brzmi jak fragment sztampowej, encyklopedycznej notki o artyście, ale w jego wypadku miejsce urodzenia ma akurat znaczenie. "W T-czewie, nie jakimś Czczewie!" - poprawiał dziennikarzy i znajomych, gdy ktoś wspominał jego rodzinne miasto. Miał tam kochającą, tradycyjną rodzinę, tam też poznał małomiasteczkowe konwenanse, które przez całą muzyczną karierę próbował zwalczać.

Na studia wyjechał do Torunia. Dostał się na polonistykę, ale co ważniejsze - w 1978 roku dostał się do rockowej formacji Res Publica. Najpierw grał tam na flecie, ale kiedy zespół opuścił jego założyciel Jan Castor, Ciechowski przejął rolę wokalisty i lidera grupy. Band szybko zmienił nazwę na Republika, a pozostali muzycy - pod wpływem Grzegorza Ciechowskiego - swoje podejście do grania.

Andrzej Smolik, muzyk, kompozytor, producent

Cieszy mnie, że przedstawiamy właśnie tę płytę. "Tak! Tak!" otworzyła mi kiedyś oczy na wiele spraw związanych z muzyką. To była chyba pierwsza producencka polska płyta wydana na CD. W swoim czasie niezwykle nowatorska, słychać na niej wiele eksperymentów i improwizacji. Grzegorz niesamowicie wyprzedził czas, robiąc ten album. Pamiętam też trasę koncertową tej płyty, to było coś absolutnie nowego, wszystko było starannie przemyślane, zapachniało wtedy w naszej szarej rzeczywistości prawdziwym światem. Kiedy usiadłem do aranżowania tej muzyki na nowo, zobaczyłem, że moja ekscytacja tą płytą wciąż jest taka sama jak w młodości. To jest prawdziwy koncept album, gdzie i muzyka, i tekst są niezwykle ważne. Od jej wydania minęło ponad 30 lat, a wciąż jest to bardzo współczesna treść, właściwie wszystko możemy odnieść do naszej obecnej kondycji.

Zadebiutowali w 1981 roku. "Białą flagę" czy "Kombinat" (piosenki, które  wydano jeszcze przed pierwszym albumem) nuciła cała Polska. To nie były tylko proste gitarowe riffy, ani jeszcze prostsze teksty, Ciechowski już wtedy sporo eksperymentował, ale to tylko zjednywało mu fanów. Debiutancka płyta "Nowe sytuacje" sprzedała się w 230-tysięcznym nakładzie, a zespół wyruszył nawet w zagraniczną trasę koncertową  i wydał album z tekstami po angielsku. Nie mieli w sobie nic z rockowego wizerunku Lady Pank czy Perfectu, na scenie stali spokojnie, ubierali się na czarno. Czerń i biel była jedynym kolorem ich plakatów, okładek, a nawet koncertowego oświetlenia.  Ciechowski na czarno malował nawet meble w domu. I nie ukrywał, że to element artystycznej kreacji.

- U nas bardzo rzadko dzieje się tak, aby ktoś dbał o swój wygląd poza sceną. Tylko wtedy można zdobyć zaufanie do swojego image'u, kiedy swoją postać buduje się konsekwentnie od początku do końca. Bycie artystą to także ubieranie się, wyglądanie na co dzień w specjalny sposób. To jest coś, co dajemy ludziom, spotykając ich na ulicy, w tramwaju i na postoju taksówek. Oni żądają tego, abyśmy byli inni, prawie odświętni. Nie robimy łaski, że tak wyglądamy. Jest to część naszego zawodu - mówił w rozmowie z Mariuszem Szczygłem w "Na Przełaj" w 1987 roku.

W 1984 roku, po wydaniu kolejnego albumu Republiki, Ciechowski został powołany do wojska i kariera zespołu nieco wyhamowała. Kiedy wrócił i zaczął pracować nad trzecią płytą, w Republice pojawiły się konflikty. Zespół został rozwiązany, Ciechowski nagrywał jednak dalej. W 1986 roku już jako Obywatel GC wydał swój solowy debiutancki album (pt. "Obywatel G.C.") z gościnnym udziałem m.in. Michała Urbaniaka i Jana Borysewicza.  Płyta miała niezłe recenzje, ale kiedy niecałe dwa lata później Ciechowski zabrał się za drugi album, napotkał trudności.

Wisławowi Królikowskiemu, dziennikarzowi muzycznemu, tak opowiadał o tamtym czasie: Żeby zdobyć pieniądze na produkcję tej płyty, udałem się do Krzysztofa Materny i zacząłem go przekonywać. On zbadał rynek i dowiedział się, że płyta Obywatela zaległa w kilku sklepach, i w imieniu ZPR-ów ( Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, najważniejszy organ finansujący muzyków w PRL - przyp. aut.) stwierdził, że nie ma mowy, aby to teraz robić. Wymyśliłem więc sobie taką sprytną formułę, że będzie to płyta, na której zaśpiewa kilku moich przyjaciół, bardzo dobrych artystów: Staś Soyka, John Porter, Kora. Nawet komponując myślałem o innych niż ja, określonych wykonawcach, i ten pomysł trafił do przekonania tym, którzy decydowali w ZPR-ach. (...)

Republika podczas występu na III Międzynarodowym Pokazie Pirotechniki i Laserów, 1995 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Republika podczas występu na III Międzynarodowym Pokazie Pirotechniki i Laserów, 1995 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ciechowski rejestruje pierwszy utwór ze Stanisławem Soyką i jest zachwycony. Druga w kolejności Kora, mimo początkowego entuzjazmu, odmawia. Nie będę śpiewała tej twojej piosenki. To chyba ty powinieneś zaśpiewać, żeby to nie było o czymś innym - tłumaczyła mu wokalistka. - I właściwie to ona mnie przekonała. Zapomniałem, że często tylko mój głos może nadać tej muzyce jednorodność artystyczną. Bez względu na to, jakim jestem wokalistą. Bo ja nie jestem śpiewakiem, jak Staszek, i nigdy nim nie będę" - mówił Ciechowski.

Zmiana koncepcji i decyzja o tym, żeby wszystkie utwory zaśpiewać samemu powoduje, że Ciechowski musi szukać sponsorów (Pewex był w stanie dopłacić pod warunkiem, że płyta będzie nazywać się "Tak! Tak! Pewex" - mówił w rozmowie z Wiesławem Królikowskim), ale w końcu udaje mu się namówić ZPR na wydanie płyty.

"Tak! Tak!" był gigantycznym sukcesem. Płyta sprzedała się w ponad 300 tysiącach egzemplarzy, a "Nie pytaj mnie o Polskę" i tytułowe "Tak... Tak... to ja" znała cała Polska.  Muzycznie Ciechowski znowu eksperymentował. Piosenki były znacznie bardziej mroczne niż choćby te z czasów Republiki, ale też znacznie bliżej niż do rocka było im do popu. O ile teksty Republiki dotyczyły zniewolenia w totalitarnym państwie, te z solowych płyt Obywatela G.C. były raczej o miłości.

***

Mariusz Szczygieł: Śpiewasz o ograniczeniach tego świata. Świata biurek, telefonów, planów, które wyznaczają nawet liczbę pocałunków.

Ciechowski: Sposobem na te wszystkie ograniczenia jest miłość. W moich piosenkach ludzie kochają się nawet w czasie bombardowania. Wyrażają tęsknotę za miłością, jako czymś oczyszczającym. Miłość jest jedyną wartością, którą warto w sobie zachować. W miłości szukamy potwierdzenia dla swego życia. Miłość jest święta i perwersyjna zarazem. (za: wywiad Ciechowskiego dla Mariusza Szczygła, "Na Przełaj" 1987)

Ciechowski lubił nowe wyzwania. Wymyślał muzyczne formuły, a potem szukał następnych, bo te już wymyślone za bardzo go ograniczały. Kolejne płyty Republiki (zespół reaktywował się w 1991 roku) to ciągłe poszukiwanie nowego stylu. Oprócz tego Obywatel pisał muzykę do filmów, tworzył kolejne solowe projekty, np. folkowy Grzegorz z Ciechowa z płytą "ojDADAna" okazał się niespodziewanie wielkim hitem, a singiel z tego albumu "Piejo kury piejo" zdobył listy przebojów.

Skubas, muzyk, wokalista, jeden z wykonawców w projekcie OBYWATEL GC 2.0 podczas trasy Męskie Granie, której sponsorem jest marka Żywiec

Ciechowski jest mi wyjątkowo bliski, był właściwie od dziecka. Nie mam w polskiej muzyce wielu takich odnośników. Dlatego bardzo się cieszę z tego projektu. I co tu dużo gadać, naprawdę czuję się zaszczycony. Nie próbowałem narzucić do nowej aranżacji swojej wyjątkowej interpretacji. Tam są konkretne teksty, konkretne linie melodyczne i udziwnianie tego, robienie piosenki aktorskiej nie byłoby moim zdaniem właściwe. Z Ciechowskim jest o tyle łatwo, że większość jego utworów to są rzeczy bardzo uniwersalne, wciąż aktualne. Ciechowski to był geniusz, który podchodził do muzyki i tekstów w sposób wieszczowski. Myślę, że dlatego jest tak wyjątkowy. Udało mu się jednocześnie z nowofalową muzyką i trudnymi tekstami przebić do mainstreamu i to także jest rzecz niezwykła. W gruncie rzeczy to jest pop, który możemy dzisiaj spokojnie puścić w radiu w samo południe i świetnie się sprawdzi, a jednocześnie to jest bardzo mądra muzyka z bardzo mądrymi tekstami. Dzisiaj takiego popu nikt już chyba nie robi.

W latach 90. Ciechowski zaczął produkować też płyty debiutujących artystów. Stał m.in. za pierwszymi krążkami Kasi Kowalskiej i Justyny Steczkowskiej. Na płytę tej drugiej napisał nawet teksty, chociaż ukrył się pod pseudonimem "Ewa Omernik".

Ciechowski w 2000 r. (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)Ciechowski w 2000 r. (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

Mimo zmian ustrojowych wciąż pisał teksty, w których fani odnajdywali metafory opisujące ich życie i bóle lepiej niż ktokolwiek wcześniej.  Jego teksty uwielbiała Agnieszka Osiecka, analizowali je filolodzy, a on sam zyskał miano poety pokolenia. - Wszystko, co robił, było intelektualne. Łączył trzy rzeczy: literaturę, muzykę oraz intelekt. To zjawisko, które w Polsce już się nigdy nie powtórzyło - mówiła o nim Magdalena Czapińska, poetka i autorka tekstów.

Sam przywiązywał do swoich tekstów większą wagę niż do muzyki. Zespół był dla mnie sposobem uniknięcia konieczności wydawania kolejnych pieprzonych tomików wierszy. Chciałem docierać ze swoimi rzeczami szerzej. Nie będę udawał, że jestem rockandrollowcem. Takie samo spojrzenie na świat, które reprezentują Zappa czy Morrison, można znaleźć w pierwszym lepszym barze. Nie przekonania są tutaj odkrywcze, tylko to, że rock rozbudza wrażliwość, daje nowe możliwości. To, że mówię do ludzi językiem rocka, to czysty przypadek. Równie dobrze mógłbym przemawiać w inny sposób - tak Ciechowskiego w książce "Republika. Nieustanne tango" cytuje Leszek Gnoiński.

***

Jego wizerunek zawsze różnił się od większości rockowych gwiazdorów. Na scenie nie krzyczał, nie pobudzał publiczności do aplauzu ani do wspólnego śpiewania, raczej chował się za klawiszami i własną muzyką. Sam mówił, że nie tylko nie potrafi być zwierzęciem scenicznym, ale robi wszystko, żeby show w czasie koncertu nie przesłonił muzyki. - Wprowadzam coś w rodzaju wyziębiaczy emocjonalnych - tłumaczył.

W przeciwieństwie do większości rockowych gwiazd prowadził dość zdrowy tryb życia: nie palił, stronił od alkoholu i imprez. Dlatego kiedy w grudniu 2001 roku trafił do szpitala, nikt nie podejrzewał, że już z niego nie wyjdzie. Lekarze odkryli w jego sercu wyjątkowo groźnego tętniaka aorty. Podjęto natychmiastową decyzję o operacji. Zabieg się udał, ale kilka godzin po nim Ciechowski doznał rozległego zawału. Zmarł 22 grudnia.

Grzegorz Ciechowski podczas festiwalu w Opolu w 2001 r. (fot. Sławomir Mielnik / Agencja Gazeta)Grzegorz Ciechowski podczas festiwalu w Opolu w 2001 r. Zmarł pół roku później (fot. Sławomir Mielnik / Agencja Gazeta)

Nad jego grobem Jan Wołek powiedział: Grzesiu był artystą charyzmatycznym. To jest prawda, ale nie cała prawda. Oprócz tego Grzesiu był ustami pokolenia.


Męskie Granie to sponsorowana przez Żywiec trasa koncertowa, która od ośmiu lat, co roku, łączy różne style i gatunki, przełamuje konwencje oraz wprowadza nową jakość na polskiej scenie.
Każdy koncert to niezapomniane doświadczenie, podczas którego nawet doskonale znane utwory zyskują nowe życie i rozbrzmiewają z niespotykaną wcześniej mocą. W tym roku na koncertach w Krakowie, Warszawie i Żywcu zagrają  m.in.: Brodka, Coma, Fisz Emade Tworzywo, Hey, GrubSon, Wojtek Mazolewski w projekcie "Chaos pełen idei" (feat. John Porter, Misia Furtak, Piotr Zioła, Vienio), Męskie Granie Orkiestra, Miuosh, Organek, Maria Peszek, Julia Pietrucha, Pink Freud w ramach projektu "Punk Freud" (feat. Tomek Lipiński, Robert Brylewski, Tomek Budzyński, Robert Robal Matera, Antoni Gralak, Alek Korecki), PRO8L3M i Artur Rojek. Podczas trasy, na koncertach w Poznaniu i Żywcu, zaprezentowany zostanie także dedykowany Grzegorzowi Ciechowskiemu projekt OBYWATEL GC v.2.0. Utwory z kultowego albumu "Tak! Tak!" zaaranżuje Andrzej Smolik, a w roli wokalistów wystąpią: Mela Koteluk, Piotr Rogucki, Błażej Król oraz Skubas. Jak co roku na Męskim Graniu pojawią się także goście specjalni.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku