18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie
dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę
artykuły

To nie nowość: seks z nieznajomymi, orgie seksualne miały miejsce w każdej epoce. Kiedyś, wiązane z płodnością, były częścią praktyk religijnych. Dziś objęte są tabu. Zapotrzebowanie na kluby, w których uprawia się seks - chociaż wysokie - jest negatywnie oceniane, a ich bywalcy muszą się ukrywać. Na co dzień wiodą "normalne życie", często uładzone i mieszczańskie, ale mają swoją odskocznię, drugą erotyczną tożsamość.

Kim są stali bywalcy tych miejsc? Czego szukają w seksklubach? Jaką cenę płacą za realizowanie swoich fantazji?

Swingujemy

Funkcjonują miejsca dla mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, dla par heteroseksualnych, jak i biseksualnych, dla osób transpłciowych. To, czego nie ma i - jak jednoznacznie stwierdzają znajome mi kobiety - brakuje, to lokal stworzony wyłącznie dla pań.

Rutyna, nuda w związku, samotność, niechęć do zachowań wyłącznie masturbacyjnych, chęć zabawy - motywacje do odwiedzenia miejsc, w których seks się uprawia, są od siebie tak odmienne, jak wiele osób te lokale odwiedza. Konsensualne zachowania seksualne, otwartość na siebie nawzajem i szacunek do potrzeb wszystkich zaangażowanych osób - to najczęstsze postulaty głoszone przez ludzi spędzających czas w seksklubach.

Pomimo że temat seksu nadal dość często budzi zakłopotanie i skrępowanie, to chętnych do celebracji i otwartych na nowe doznania nie brakuje. Głośno się o tym "w towarzystwie" nie mówi, ale zainteresowanych spróbowaniem seksu tylko w swingerskich klubach jest, według różnych badań, coraz więcej. W 2011 roku National Geographic Channel przeprowadziło ogólnopolskie badanie na reprezentatywnej grupie Polek i Polaków i przyjrzało się ich stosunkowi do tematów tabu. Jednym z nich było swingowanie. Według badań 4 proc. kobiet i 17 proc. mężczyzn uważa swingowanie za społecznie dopuszczalne. Największy odsetek tej grupy mieści się w przedziale wiekowym 18-24 lata: tutaj aż 25 proc. badanych osób dopuszcza swingowanie. Dla porównania: w grupie wiekowej 35-44 lata już tylko 4 proc. Z kolei prof. Zbigniew Izdebski w swojej publikacji "Życie seksualne Polaków" wskazuje, że 2 proc. Polaków deklaruje swingowanie. Gwałtowny rozwój klubów swingerskich świadczy jednak o tym, że chętnych osób może być znacznie więcej, niż oficjalnie się do tego przyznaje. Lava Club, SwingSwing, Usta Club to tylko trzy z wielu lokali na swingerskiej mapie stolicy - dziś każdy bez większego wysiłku można znaleźć informacje na ten temat na forach internetowych, na stronach klubów, na specjalistycznych portalach. W dniach imprezy lokale dla osób obojga płci odwiedza od 20 do 100 osób. Drzwi klubów skierowanych tylko do mężczyzn średnio każdego dnia otwierane są przez 50 panów.

Na seksualnej mapie Warszawy lokali - w zależności od potrzeb, orientacji czy preferencji - jest kilkadziesiąt (fot. YanLev / shutterstock.com)

Coraz częściej na seks, jak twierdzą goście klubów, otwierają się również panie. "Gang Bang" to jedna z nazw imprez organizowanych między innymi w klubach swingerskich. Znajomy nazywa to brutalnie "rzeźnią": 20 mężczyzn na 5 kobiet w lokalu. 4 lub 3 panów przypada na jedną panią - to konfiguracja, w której to kobieta staje się centrum zainteresowania. Seks oralny, analny, masturbacja i wzajemna stymulacja - co kto woli i w jakiej konfiguracji.

To, co dzisiaj nazywamy swingowaniem, wcześniej było znane jako "wife swaping", a pierwsza piśmienna wzmianka o tym zjawisku pochodzi z czasów drugiej wojny światowej. To właśnie wtedy amerykańscy żołnierze sprowadzali do baz, w których stacjonowali, swoje żony i przed licznymi akcjami militarnymi organizowali imprezy, podczas których ich koledzy zapewniali, że jeśli cokolwiek ich mężom się stanie, to wszystkie potrzeby żon zostaną zaspokojone. Podczas bardzo wielu takich imprez dochodziło do niemonogamicznych praktyk seksualnych, które z biegiem czasu się upowszechniły. Z końcem lat 50. w Stanach Zjednoczonych zaczęły się pojawiać ogłoszenia w gazetach, dzięki którym można było umówić się na seks w trójkącie, czworokącie czy nawet w większych grupach. Dziś w Europie istnieje blisko sześć tysięcy klubów dla swingersów, w samej Warszawie jest ich ponad 15. Często mieszczą się z dala od zgiełku miasta, w prywatnych domach, tak aby zapewnić gościom maksimum komfortu. Atrakcji dostępnych na miejscu jest bez liku: jacuzzi, sauna, pokoje BDSM; zdarza się, że przy wejściu trzeba się przebrać w odpowiednio wcześniej przygotowany strój.

Para szuka pary

Seksspotkania, jak twierdzą swingersi, bywają sposobem na odświeżenie związku. Pary z kilkuletnim stażem, aby zapobiec rutynie i ewentualnej zdradzie, decydują się na eksperymentowanie.

Pary najczęściej poszukują drugiej pary, rzadziej decydują się na kontakt z pojedynczą osobą. Co ciekawe, wśród wielu par, z którymi rozmawiałam, pokutuje stereotyp, że singiel czy singielka z większym prawdopodobieństwem może być czymś zakażony. Nic bardziej mylnego. Przecież nie mówimy już o grupach ryzyka, a o ryzykownych zachowaniach seksualnych i takich również wśród par może być dużo. Choć nie zawsze o sam seks z innymi tu chodzi. Dość często pary, aby poszukać dodatkowej stymulacji dla swojego związku, decydują się na wizytę w klubie swingerskim po to, aby uprawiać seks tylko ze sobą, ale na oczach innych. O tym, że stawia się taki warunek, świadczą najczęściej specjalne opaski - które informują inne, potencjalnie zainteresowane seksem osoby, że para jest dla siebie na wyłączność.

Sekskabiny - dla ceniących prywatność (fot. Izabela Jąderek)

Co z tego, kiedy często się zdarza, że te zasady nie są respektowane. Jak wspominała mi Kasia, choć nie chciała powiedzieć, w którym lokalu miało to miejsce, "bardzo wielu samotnych mężczyzn chce się dołączyć i nie potrafi zrozumieć, że my nie chcemy. Zdarzyło się, że prosiliśmy o wsparcie, bo byli za bardzo natarczywi" . Kasia, 34 latka z Warszawy, od roku wraz z partnerem odwiedza kluby dla swingersów. Seks w domu już im się znudził. Repertuar zachowań we dwójkę już wyczerpali, jak opowiada, i chcieli sprawdzić, czy dodatkowy bodziec w postaci patrzących się na ich seks ludzi będzie pobudzający. Na początku się tylko przyglądali, ale za trzecim razem postanowili spróbować. Seksu z innymi osobami nie planują - podnieca ich to, że kiedy oni się kochają, inne osoby przyglądają się im i masturbują.

Wbrew pozorom to kobiety, a nie mężczyźni, coraz częściej namawiają współmałżonka czy partnera na swing. Robią to nie tylko dlatego, bo są wyzwolone i szukają nowych doznań. Czasem powodem jest profilaktyka. Część kobiet uważa, że ich partner będzie za jakiś czas szukał urozmaicenia, lepszej, atrakcyjniejszej partnerki, a klub swingerski może być "wentylem bezpieczeństwa" i temu zapobiec.

Rozmowy nie o pogodzie

A kto przychodzi do klubów? Swingersi to najczęściej osoby pomiędzy 27. a 45. rokiem życia, dobrze sytuowane, bo też zabawa w seksklubach słono kosztuje. Ceny biletów są różne, średnia to najczęściej 250 złotych za noc. Najwięcej do klubów, według statystyk, chce przyjść samotnych panów, ale zwykle nie są mile widziani, zwłaszcza wśród par, bo pokutuje przekonanie, że "zbyt często chcą się na siłę dołączyć". Kolejno w statystykach są pary, na końcu z najmniejszą liczbą chętnych na swingerski wieczór są samotne panie. Dla nich wstęp jest bezpłatny - kluby próbują w ten sposób je przyciągnąć. Sami właściciele potwierdzają, że zwykle kobiety wstydzą się przyjść same.

W środku jacuzzi, łóżko wodne, sauna dla spragnionych relaksu gości, dla chcących spełnić swoje marzenia o dominacji i uległości - pejcze, wiązania, maski i skóry.

W klubach za darmo prezerwatywy, chusteczki i lubrykanty. Bo to, że przekąski i alkohol zwykle są w cenie biletu, wcale nie zaskakuje. Rzadko kiedy do seksu grupowego dochodzi zupełnie na trzeźwo, wpływ alkoholu na rozluźnienie seksualne jest znany: rozmowa inaczej płynie, łatwiej się po nim nawiązuje seksualne kontakty. O biznesie się nie dyskutuje, podobnie jak o małżeństwie czy problemach. W dobrym tonie nie leży również plotkowanie o współtowarzyszach imprezy. Można za to opowiedzieć o swoich seksualnych doświadczeniach, o fantazjach, marzeniach. Dla nieśmiałych, nie tylko pań przy barze, dzwoneczek. Można siedzieć przy barze, popijać drinka i wystarczy zadzwonić. Po chwili można już wybierać wśród zebranych wokół osób - dzwonek sygnalizuje bowiem chęć i zgodę na seks. Kasia jest estetką. - Patrzę na tych facetów, obiecuje się dobrze zbudowanych przystojniaków, ma być jak na filmie, a w rzeczywistości trafiają się nieatrakcyjne ciała. Z obwisłym brzuchem seksu uprawiać nie będę, tylko ze swoim chłopakiem - zaznacza podczas rozmowy ze mną.

Kino ''Warsztat'' (fot. Izabela Jąderek)

Bo to właśnie dobrowolność jest w seksklubach naczelną z zasad. Można przyjść, przyglądać się, napić drinka, ale nikt nikogo do seksu zmuszać nie będzie. Jakakolwiek aktywność seksualna dzieje się za zgodą wszystkich zaangażowanych w nią osób.

Przynajmniej teoretycznie. Co innego bowiem otwarcie o seksie rozmawiać, a co innego zobaczyć swoją partnerkę czy partnera z kimś innym. Kamil niechętnie rozmawia o swojej wizycie w swingers klubie. Przez jakiś czas fantazjował o spróbowaniu seksu grupowego, długo się wahał, zanim zaproponował go swojej dziewczynie. Z Anią są ze sobą (razem?) już kilka lat, oboje ledwo skończyli 26 lat. - W fantazjach wszystko mi się udawało - przyznał. - Dużo czytałem na temat klubów dla swingersów i seks z innymi osobami wydawał mi się pociągający. Ania, jak się okazało, na propozycję chętnie przystała. - I raz poszliśmy, ale jak zobaczyłem, ilu mężczyzn chciało się do nas, a w zasadzie do Ani dołączyć, to chciałem wyjść. Więcej się na to nie zgodzę . Czasem zamiast pożądania dominującym stanem może być zazdrość. O doznania, o dotyk, o to, że istnieje ryzyko fantazjowania i zakochania się w kimś innym.

Seksualność i psychika stale na siebie wpływają. Może to i banał, ale swingowanie to praktyka niewątpliwie dla świadomych siebie i swoich potrzeb osób. Nieumiejętnie stosowana może doprowadzić do kompleksów i frustracji. Zdarza się, że już podczas wizyty w klubie zabawa przestaje sprawiać przyjemność, a w zamian wywołuje niezadowolenie. Może skutkować niechęcią do dalszych intymnych zbliżeń, poczuciem odrzucenia, a czasem rozpadem związku.

Męskie niebo

Sauna, alkohol, przyjemna muzyka to zalety nie tylko swingers klubów. Panowie, zarówno homoseksualni, jak i heteroseksualni, mają kawałek świata tylko dla siebie. Sauna Heaven to jedno z takich miejsc. Nazwa została dyskretnie zaznaczona na drzwiach, jest wideofon, kamera przed wejściem, po lewej znajduje się budynek policji. Każdego wieczoru w lokalu przebywa około 40-50 osób. Niektórzy przychodzą tylko do baru, pogadać, można skorzystać z sauny, z dostępnego za dodatkową opłatą masażu, a także z sekskabin. Czasem wpadają celebryci. Damian, współwłaściciel lokalu, oprowadził mnie po wszystkich zakamarkach miejsca. W darkroomach czerwona cegła, wygodne taborety, huśtawki i skórzane przypięcia dla miłośników fetyszu. Urozmaiceniem nie jest sam pobyt w kabinie, ale również imprezy - są takie, kiedy jest się cały czas rozebranym i każdy się musi dostosować, imprezy dla "zarośniętych" panów, wtorki są dla kobiet i mężczyzn, ale przychodzą pary heteroseksualne, lesbijek nie ma.

Pytam o klientów. - Często zdarzają się tacy, którzy każdemu koledze sprzedają tę samą bajkę: jesteś taki przystojny, marnujesz się tu, ja ci pomogę. Potem piszą do nas mejle - z uśmiechem opowiadał Damian. Skrzywił się, kiedy pytam, czy są zachowania klientów, które faktycznie mu nie odpowiadają: - Nie lubię, kiedy klient po świeżo odbytym seksie zaczyna opowiadać w szczegółach, co się w tej kabinie działo. To jest niesmaczne i zdecydowanie na to nie pozwalam .

Sauna Heaven (fot. Izabela Jąderek)

Jednym z moich ulubionych zakamarków Sauny Heaven jest VIP Room - pokój, który można sobie wynająć, w sam raz na dwie osoby. - Z tego miejsca często korzystają bardzo znane osoby, które nie chcą, aby ich z kimś oglądano - Damian wyjaśnia mi i zaznacza od razu, że od obsługi żadne informacje odnośnie do nazwisk się nie wydostają.

Od 14 do 17 to czas głównie mężczyzn, którzy na co dzień w swoich związkach, w pracy, deklarują się jako heteroseksualni. - W Heaven mogą być sobą - opowiadają o swoim życiu, szukają wsparcia. I seksu. Cisza, spokój, żona w pracy, dzieci w szkole lub przedszkolu - podsumowuje ich Damian. Zdarza się również, jak obserwuje, że przychodzi para szukać urozmaicenia. Mija trochę czasu i później wychodzi już osobno, bo jeden z panów podczas zabawy posunie się gestem lub słowem o krok za daleko. I kłótnia o nieuczciwość w związku gotowa.

Prawdą, jak sądzę, jest zdanie, że między ludźmi dopuszczalne są wszystkie zachowania. Jest tylko jeden warunek: obie strony muszą w takim samym stopniu chcieć nowych doświadczeń i w pełni je akceptować. Jeśli takiej zgody nie będzie, jedna ze stron zawsze będzie się czuła wykorzystana, a udział w takiej zabawie nie pozostanie bez wpływu na dalszą relację.

Darkroomy, kabiny, a tam "orgazm i tanie drinki"

Tak określił kluby dla facetów Adam. Znamy się dobrze i nieraz rozmawialiśmy o tym, jak wyglądają sekskluby, które odwiedza, chociaż pierwszy raz jest to tak szczegółowa relacja. Adam jest przystojnym facetem, ma 30 lat, po raz pierwszy poszedł do seksklubu w wieku 23 lat. To był Fantom, klub, który powstał w Warszawie w 1994 roku i działa do dziś. Jest czynny od wczesnych godzin popołudniowych, kiedy można skorzystać z sauny, do późnych godzin nocnych, choć zdarza się, że pracownicy zamykają lokal również nad ranem. Mówi się o tym miejscu różnie: "po schodkach", "drugi dom", choć od wielu zupełnie niezwiązanych ze sobą mężczyzn równie często słyszałam słowo "restauracja". Powodów na takie nazwy jest kilka. O Fantomie co prawda na mieście się mówi, a w tzw. branży klub jest bardzo znany, ale w zależności od środowiska wspominać o nim na głos nie zawsze wypada.

Kino ''Warsztat'' (fot. Izabela Jąderek)

Zwykle jest szybko, łatwo i bezemocjonalnie. Bez żadnych oczekiwań z jednej lub z drugiej strony. - Idę tam zrealizować swoje potrzeby, wracam do domu i mam święty spokój - wyjaśnia Adam. Podobnie jak w klubach swingerskich, w lokalach dla mężczyzn naczelną zasadą jest szacunek i wzajemna akceptacja. Przynajmniej teoretycznie.

Fantom mieści się piwnicy, to suterena ze ścianami wymalowanymi na czarno, które robią wrażenie wejścia w zupełnie inną rzeczywistość. Bar jest duży, przytulny, a korytarz, który prowadzi do darkroomów i do innych pomieszczeń, które też mają darkroomy, jest onieśmielający. Wzdłuż niego ustawiają się licznie panowie, żeby obserwować, co się dzieje w klubie. Stamtąd mogą łatwo dojrzeć i zdecydować, czy podążyć za kimś interesującym do darkroomu.

Cześć, idziemy na seks? - dzwonka tu nie ma, o chęć seksu i jego formę trzeba po prostu zapytać. Regułą jest, że jeśli jeden facet łapie drugiego za tyłek, to znaczy, że jest aktywny, a jeśli za genitalia - pasywny. Seks oralny zwykle uprawia się bez zabezpieczenia, ale zasadą jest, że przed wytryskiem się zawsze ostrzega i nie dochodzi do niego w buzi. Seks analny zawsze w prezerwatywie, choć tu też podobno są osoby, które wolą bez. Tam seks jest jednorazowy, według zasady "zużyć i wyrzucić". Choć do klubów, w których są kabiny i darkroomy, nie idzie się tylko po to, aby uprawiać seks. Czasem po prostu porozmawiać, spędzić czas w gronie ludzi, którzy cię akceptują. Seks to przyjemny bonus. Adam otwarcie mówi: - Orgazmu mogę dostarczyć sobie sam w domu, a jego brak nie sprawia, że czuję się seksualnie niespełniony.

Do kina czy na film?

O lokalach dla mężczyzn mówi się, że są dostępne tylko dla nich. Między innymi dlatego tak bardzo mnie zafascynowały. Od dawna chciałam zobaczyć, co dzieje się w środku, podejrzeć - niczym przez dziurkę od klucza - jak wygląda tam wieczór, jak mężczyźni spędzają tam czas. Kobiety pod żadnym pozorem podczas imprez nie mają tam wstępu. Jest takie miejsce na mapie Warszawy, o którym już z kilku męskich ust słyszałam - Kino Warsztat. Kiedy już weszłam do środka, w ciągu dnia, kiedy nikogo oprócz współwłaścicieli nie było, dowiedziałam się, że jestem pierwszą kobietą, która ma możliwość je zobaczyć.

Kino ''Warsztat'' (fot. Izabela Jąderek)

Podstawowa idea klubu jest podobna jak wszędzie, całkowity zakaz nagrywania i fotografowania, po to aby zapewnić gościom maksimum bezpieczeństwa. To, co różni Kino Warsztat od seksklubów dostępnych dla wszystkich, ale także dla mężczyzn, to większa możliwość wyboru. W Kinie Warsztat oprócz drinków, seksu, zabawy można również spędzić czas "na kulturalnie". Współwłaściciele zdecydowali się zapewnić swoim gościom możliwość innej rozrywki - każdego dnia w sali kinowej można obejrzeć film z dostępnego ambitnego repertuaru, żadnej pornografii. Ekran kinowy jest duży, siedzenia tak ułożone, aby nikt nie zaglądał sobie przez ramię. Podczas oglądania filmu niejedna para się intensywnie dotyka, uprawia seks oralny. I jeśli ktoś ma ochotę, podczas filmu może wyjść "za ekran" - tam na gości czekają już sekskabiny. W kabinach jest ciemno, świecę sobie telefonem, w jednej ścianie dostrzegam dziurę, tzw . "glory hole" - do oralnego seksu kompletnie anonimowego: mężczyzna wkłada tam swój członek, a inny go pieści z drugiej strony. Kiedy tam byłam, ściana kabiny miała jeszcze mnóstwo śladów spermy. Panowie przyznają, że sprzątanie po imprezach to nie lada wyczyn, czasem przejść wokół kabin nie można, bo tyle seksu tam się odbywa. Zerkam na podłogę. Czysto, żadnych śladów - widać, że czystość i komfort jest tam priorytetem. Standardowo seks odbywa się w prezerwatywie, które są dostępne dla gości w ilościach nieograniczonych.

Przychodzący do Kina Warsztat panowie mają od 29 do 40 lat. Często to celebryci, choć ich nazwiska nie są nikomu ujawniane. W klubie, podczas organizowanych czysto seksualnych imprez, goście zakładają na twarz kominiarki. - Nagrzewamy lokal do do wysokiej temperatury, a każdy z bawiących się panów się rozebrać: zostaje jedynie w kominiarce, obuwiu i skarpetkach - wyjaśnił mi Piotrek. Właśnie na te imprezy przychodzi wielu VIP-ów, a ci, którzy z jakichkolwiek względów boją się pokazać, dzięki kominiarkom mają zapewnione całkowite bezpieczeństwo. W barze za każdym razem płacić nie muszą, bo przy wejściu dostają specjalną opaskę, płacą na koniec.

- Tu trzeba naprawdę wiedzieć, czego się chce - mówią Piotrek i Wojtek, współwłaściciele. Na dowód opowiadają o imprezie, o której wcześniej nie słyszałam. Chodzi o "Koński Targ". To impreza, która odbywa się w Kinie Warsztat, a wywodzi się z Berlina. - To impreza tylko dla bardzo świadomych swojej męskości i seksualności mężczyzn, absolutnie dojrzałych emocjonalnie. Tu nie ma żadnej ściemy - podkreśla Wojtek.

Rejestracja na nią odbywa się przez specjalny portal, lista zamykana jest punktualnie w określony dzień, a organizator zastrzega sobie nawet możliwość niewpuszczenia wszystkich gości. Kandydaci na imprezę już podczas rejestracji deklarują się i dzielą na Klacze i na Ogierów. W dniu imprezy Klacze wchodzą jednym wejściem, od zaplecza, Ogiery od frontu, co podkreśla charakter imprezy: uległość i dominację, a także podział na klasy. Na imprezie Klacze mają twarze zasłonięte kapturami, których kolor mogą sobie dobrowolnie wybrać wcześniej? Biały kaptur to seks tylko z zabezpieczeniem, czerwony - bez zabezpieczenia. Podczas imprezy Klacze nie mają możliwości zmiany koloru kaptura, nie mogą go zdjąć, nie mogą podglądać - mogą jedynie podnieść rękę, czym sygnalizują potrzebę np. napicia się wody, chęć przerwy lub odpoczynku. W tych momentach do Klaczy podchodzą tzw. Stajenni i pomagają, np. podają wodę. Czuwają też nad bezpieczeństwem seksualnym Klaczy. Goście są anonimowi, posługują się specjalnym, wcześniej nadanym numerem, aby móc dokonywać zakupów w barze.

Kino ''Warsztat'' (fot. Izabela Jąderek)

Abym mogła sobie imprezę wyobrazić, Wojtek pokazuje mi film z "Końskiego Targu" w Berlinie. Wpatruję się w ekran, potem dopytuję się, czy zdarzyło się, żeby ktokolwiek wyszedł z tej imprezy niezadowolony, zrezygnował, podniósł rękę, że chciałby już skończyć. - Nie, nie zdarzyło się tak. Wszyscy, a zwłaszcza Klacze, wychodzą bardzo zadowoleni - zaznacza Wojtek. - Tu naprawdę przychodzą tacy mężczyźni, którzy wiedzą, czego chcą.

Na koniec rozmowy od Piotrka i Wojtka dostaję prezent. W torebce znajduję pocztówki, prezerwatywy, trzy karty klubowe, zniżkę na akcesoria skórzane. Rozdaję je kolegom.

"Zboczeńcy" i "nienormalni"

Zabawa w seksklubach musi być tak bezpieczna, jak to tylko jest możliwe. Zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Klub może zadbać o bezpieczeństwo fizyczne: zapewnić ochronę, zagwarantować prywatność wszystkich gości , uniemożliwić weryfikację ich danych personalnych. O emocjonalność trzeba już zadbać samemu: mieć otwarty umysł na wszelkie sprawy związane z seksualnością, umieć rozmawiać ze swoim partnerem czy partnerką, rozwiązywać pojawiające się problemy. Dość często w moim gabinecie zarówno kobiety, jak i mężczyźni opowiadają o wieczorach i nocach spędzonych w seksklubach. Z wypiekami na twarzy wspominają o swoich ekscytacjach, spełnieniu, ale również, wcale nierzadko, z rozczarowaniem o rozterkach i wątpliwościach z nimi związanych lub o tym, jakie ich potrzeby potrafi zaspokoić wizyta w seksklubie. Osoby te są często negatywnie oceniane, zwykle padają pod ich adresem komentarze, że nie potrafią ułożyć sobie relacji i związków, że są "zboczeni" lub "nienormalni".

Chociaż o seksie dużo się współcześnie mówi i pisze, to wiedza o nim, o zachowaniach seksualnych, motywacjach, potrzebach emocjonalnych i tych również pozaseksualnych, które seks potrafi zaspokoić (choć czasem tylko na chwilę), powszechnie jest nadal nieduża.

Tymczasem normą i "normalnością" jest to, co określone osoby w swojej relacji, jak również w dążeniu do rozkoszy, uznają za akceptowane i co za obopólną zgodą, bez przymusu i szkody zdrowotnej, zaspokoi potrzeby wszystkich zaangażowanych weń osób.

Izabela Jąderek. Psycholog specjalizująca się w seksuologii, edukatorka seksualna, wykładowca i doktorantka w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Na co dzień prowadzi prywatny gabinet w Warszawie, współpracuje z organizacjami pozarządowymi (Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Akceptacja), zajmującymi się upowszechnianiem wiedzy z dziedziny zdrowia psychicznego i seksualnego, a także wszechstronnym wspieraniem osób narażonych na wykluczenia społeczne. Prowadzi też własną stronę internetową - www.izabelajaderek.pl